Temat: [Recenzja] Obituary - Darkest Day (2009)

http://www.metal-archives.com/images/2/3/1/2/231249.jpg

OBITUARY - Darkest Day

    Przed sekundą się dowiedziałem, że wyszła nowa płytka Obituary, więc będzie recenzja robiona na ciepło, na bieżąco podczas słuchania.
    Pierwszy kawałek "List of Dead" dobrze zapowiada całą płytę. Oklepane i dość toporne riffy grane na jednej strunie są przeplatane takimi całkiem harmonijnymi i ciekawymi (jak na Obituary). Całości dopełniają bardzo dobre sola Santoli (które były nielicznymi dobrymi momentami poprzednich płyt). Drugi kawałek "Blood to give" zalatuje mi troszkę nowoczesnym (jak na Obituary) klimatem "World Demise" (Jak dla mnie właśnie do "World Demise" ten zespół się naturalnie rozwijał, a potem postanowił grać pod gusta fanów). Jest nieźle, coś się dzieje.  Potem jest podobny poziom. Płyta jest dosyć równa, nie ma wiochy, nie ma zachwytów, jest solidnie. Utwory sensownie poukładane. Po szybszym jest wolniejszy. Taki niespełna dwuminutowy "killer" (dzisiaj wrażenia takie obroty już nie robią) jak "Violent Dreams" naprawdę fajnie wpasowuje się między kawałki o średnich tempach. Moją uwagę zwrócił jeszcze utwór "Your darkest day", który zaczyna się powoli, mrocznie i w najlepszym stylu. Nawiązanie chyba do słodkich zwolnień z "The End...". Pozostałe kawałki równie niezłe (dobrze to czy źle?). W kilku miejscach ma się wrażenie, że chłopaki chcieliby coś mroczniejszego pociągnąć, ale ich obecny mrok ma się tak samo do klimatu z ich klasycznych płyt, jak okładka nowego wydawnictwa do klasyków, które nosiło się z dumą na koszulkach. Sorry, ale osiłek odrąbujący skrzydlatemu gadowi ogon do mnie nie przemawia i zalatuje mnie power, albo innymi hewi metalem.
    Brzmienie jest dobre, a strojenie a'la Obituary, czyli takie, że od razu słychać kto gra. Płyta ma całkiem fajny, bujający, wręcz groove'ovy feeling. Nie męczy, ale napięcie jednak spada w miarę słuchania. Chłopaki chyba nie nagrają już drugiego "The End complete", a już na pewno nie nagrają drugiego "Cause of Death" (dla mnie najlepsza płyta, kto twierdzi inaczej ten trąba), ale płytka jest przyjemna. Można jak najbardziej włączyć głośniej do piwa. "Frozen in time" wiało taką nudą, że po jednym przesłuchaniu w życiu nie posłuchałbym drugi raz, natomiast do "Xecutioner's Retun" solówki Santolli były doklejone ni w pięć ni w dziewięć. Tutaj mimo, że poziom mniej więcej ten sam, to wszystko jakoś lepiej współgra. W wykonaniu Obituary sprawdza się wałkowanie na przemian dwóch-trzech chwytliwych riffów. Płyta przyzwoita, ale nie ma raczej szans przebicia szlagierów, ani też podbicia serc młodzieży, która wie co to triggery i 7 strun w gitarze. Sam wątpię, czy będę do niej wracał. Czasy się zmieniły i choć album zły nie jest, to jest wiele ciekawszych rzeczy do posłuchania.

Ostatnio edytowany przez parrotlarch (2009-06-17 21:08:40)

2

Odp: [Recenzja] Obituary - Darkest Day (2009)

o kurde nie wiedziałem...czas posłuchać:D

Let the churches burn

3

Odp: [Recenzja] Obituary - Darkest Day (2009)

ciekawe muszę się przyjrzeć temu