Temat: Nevermore - The Obsidian Conspiracy
Aaaaaale ja mam farta w tym roku:D Co sie otrzaskam z jakimś zajebistym albumem to przychodzi nowy równie zajebisty albo jeszcze lepszy. Ledwo co osłuchałem się z nowymi kalessonami a tu pizd! I przystojniaczki z Seattle zapodali nowy album, pierwszy od pieciu długich lat. No i co? Dupa dupa dupa znowu leze i sie pozbierać nie moge. Kto jak kto ale oni nigdy mnie nie zawiedli. Co album ja zbieram zeby z podłogi. Czytałem w necie opinie że to album dziwny inny, trudny do zrozumienia po pierwszych przesłuchaniach. A ja powiadam gówno prawda jest dokładnie odwrotnie. Płyta wlazła mi od razu bez popity. Naturalnie nie oznacza to że jest prosta bo to w koncu Nevermore więc kaskady riffów połamanych rytmów i solówek oraz dziwnych czasem dysharmonijnych wokali to norma. Ale jakoś tak to wszystko gra w zajebiscie skondensowanej całości. Nie wiem może to ja jestem pojebany ale łykam ten krążek od początku do końca bez wiekszych problemów. Od strony technicznej chyba nic nie trzeba wyjaśniać. Sekcja rozpierdala Loomis szokuje Dane czaruje tymi swoimi wokalami, które moim skromnym zdaniem są najlepsze w jego karierze. Naprawdę nie kumam ludzi którzy zachwycaja sie nowymi barachłami Metallicy jak pod reką jest kapela taka jak Nevermore. Klasy tych dwóch zespołów nie będę porównywał...A to dlatego że te zboczki z Seattle maja coś czego Meta niema od jakichś 20 lat. Pasje i emocje. Czuć to w tej muzyce, to wręcz się narzuca. Reasumując. Wszyscy którzy w muzyce poszukują nietuzinkowości, ambicji pasji i emocji powinni posłuchać tego albumu jak i pozostałych wydawnictw Nevermore. Jak tego nie zrobią to po prostu cholernie dużo stracą i tyle. A w tym roku czeka mnie jeszcze powrót Sanctuary z nowym albumem ja pierdole jak ja to zniose...
