Temat: Pyorrhoea - Desire for torment [2004]

Płytę poznałem nie przesadzając z 5 lat temu (tak szacuję tongue). Miałem zaledwie 15 lat gdy usłyszałem to po raz pierwszy płyta tak skopała mi aparat słuchowy,że po 5-6 utworach miałem dość(a za sobą miąłem zaledwie 1/3 30 minutowej płyty), napierdalana była zbyt wielka by przez to przebrnąć. Przyzwyczajony jeszcze byłem do "przedśpiewek" takich jak w Mortician'ie gdzie pozwalano odpocząć, a tu nie było przebacz.
Zespół składa się z 5 osób, odczuwa się zdecydowane nadmiary powinni grać dwójkami, aby normalny słuchacz był w stanie tego dosłuchać do końca.
Trudno jakkolwiek opisać to co grają, mordercze wręcz tępa, jakiegoś rytmu można się doszukać,a przesłania? no cóż, chyba uświadomienia jakie to pojeby chodzą po świecie i nie mówię tu o świecie o którym opowiadają a o samych muzykach.
Tak czy siak po dobrnięciu do końca płyty (i odczekania pół roku by do tego dorosnąć) zespół niemiłosiernie mi się spodobał, zafascynował i oczekiwałem na następne dawki rzeźni (choć kolejna płyta, którą nazwali bardziej dojrzałą, była zdecydowanie "lżejsza"). Niestety nie miałem okazji zobaczyć ich na żywo (choć pochodzą przecież z naszej stolicy) w zniecierpliwieniu czekam, aż będę miał ku temu okazje wink