to ja sobie tez napisze, chociaż 10 to raczej nie dam rady wymienić, bo za dużo tego , ale tak postaram się w skrócie.
1. Iron Maiden - Brave New World - właściwie, to temu albumowi zawdzięczam wszystko, Wcześniej słuchałem jakichś pierdół typu eminem czy coś takiego, czasami słuchałem metallicy, lecz nigdy mnie to nie pasjonowano. Nie byłem ukierunkowany na jeden nurt muzyczny. Wszystko sie zmieniło gdy usłyszałem Maiden, to było jak grom z jasnego nieba, takie uderzenie. wiedziałem ze chcę poznać więcej.
2.Iron Maiden - The Number of The Beast, był druga płytą stricte metalowa, jaka w życiu przesłuchałem w całości. i co ? i to postawiło kropkę nad i. Rozpierdolilo mnie tak, ze chyba przez 3 miesiące nie wychodziło z odtwarzacza. Potem juz wszystko Szlo do przodu, dyskografie Maiden znam na pamięć, każdy kawałek, każda nutka.
ale jedziemy dalej.
3. Bruce Dickinson - Chemica Wedding - i chociaż czuć Maiden tam, jednak różnica jest. pozwolił mi spojrzeć na metal z trochę innego punktu. Album tak potwornie magiczny, ze nie mogłem przestać tego słuchać, pokazał mi drogę która chciałem podążać, magia, klimat nie do opisania, spójność , jednym słowem czysty geniusz. Pomyślałem sobie, TAK KURWA, to jest to czego szukam.
4. Venom - Black Metal - tak całkiem przypadkiem, rozpierdolil mnie w mak. siedziałem słuchałem tych prymitywnych dźwięków, i sie dziwiłem dlaczego koleś co nie potrafi grac na gitarze, ten co śpiewa tez mu za bardzo nie wychodzi, wiec dlaczego ta płyta mnie tak kopie po ryju ? postanowiłem trochę sie w to pobawić i poszukać
6 Emperor - Emperial Live Ceremony - szukałem, ale dokopałem sie przypadkiem do takiej nazwy. pomyślałem ok, zobaczmy co to jest, włączyłem i sie zrzygalem. a fuj, ble i chuj pomyślałem i wyje balem, ale zapadł mi w pamięć utwór I am the Black Wizzard, wiec pewnego dnia wróciłem do tego. Słuchałem słuchałem i zaskoczyło, pewnego dnia podczas 10 odsłuchu nagle wstałem samoczynnie z krzesła i spojrzałem sie bardzo dziwnie na głośniki. O KURWA sobie pomyślałem, po krótkim czasie delektowałem sie juz cala dyskografia Emperora. w miedzy czasie słuchając innych kapel takich jak mayhem czy darkthrone, jednak nadal tego nie rozumiałem. Czas Mijal, słuchałem tych wszystkich kapel, i powoli zacząłem popadać w stagnacje. przypadkiem znalazłem
7. Sadus - Out for blood - wow, zajebisty trash metal, jest wykop, jest rozpierdol, świetne melodie, jako ze nadal dla mnie melodia była podstawowym składnikiem muzyki, wiec uwagę na to zwracałem szczególnie. chuj, jest wykop, jest siła, jest masakra, długo katowałem te płytkę. potem nastąpiła chwila najgorsza, polazłem do woja, i chuj e słuchania. tyły jakich sobie narobiłem nawet nie nadrabiałem, nie chciało mi się.
i tak sobie słuchałem tego co znalem i tak dalej, nagle w ręce moje przypadkiem wpadł
8 Minsk - The Ritual Fires of Abandonment - pierwszy odsłuch i śmietnik. Wróciłem później i mnie zniszczyło. Widocznie trafiłem w odpowiedni moment, okazało się, że nie wyścigi gitar są ważne, nie genialne wokale ale emocje. Z reszta, o tym albumie jest w temacie.
9 Ostatnia płyta w tym rankingu to płyta szczególnie wybitna, która zajmuje szczególne miejsce u mnie na półce. Mayhem - Ordo Ad Chao - co tu dużo mówić, swoim ignoranctwem i klimatem postępującej psychozy zmienił mój sposób postrzegania muzyki. Już nie szukałem melodii, piękna, szukałem anty melodii, anty piękna.
Oho, nawet nie wiedziałem, wyszło sobie 9, to i niech będzie, chociaż jeszcze kilka ważnych by sie znalazło.