Temat: Triptykon - Eparistera Daimones
Przypomnijcie mi drugi taki rok, w którym byliśmy bez ustanku bombardowani albumami, które po prostu zatykają gęby. W roku 2010 popisał już sie Immolation, Rotting Christ, Keep Of Kalessin puscił takiego songa że cały czas nuce go przy goleniu a Fenrize zapodały kolejny smierdzacy trupem kawałek chuj wie czego (i o dziwo tego chuj wie czego świetnie sie słuchaj jak to z Darkthrone już bywa.) Ale panie i panowie nadszedł pogromca. Sam ojciec chrzestny Lucyfera, zło wcielone ambasador piekła na ziemi, władca wszystkiego co nie świete na tym wypizdowiu, anioł zemsty, tytan dedukcji wyrzygał kolejny album. Tomcio Rybaczek zapierdolił ze swoim Triptykon taki album, że wszyscy fani CF robią pod siebie. A jak nie robią to dupy a nie fani. Aż ciężko się wypowiadać na temat nowego dzieła chłopa, którego muzyka telepie mi sie po dyńce od kiedy zacząłem się metalem interesować, i którego kasety kupowałem za ciężko wyżebrane od rodziców pieniądze a potem puszczałem aż mi się mój stary panasonic mało nie zmarszczył. Płyta jest logiczną kontynuacją Monotheist. Lepsza nie jest bo chyba sie nie da ale na totalnym luzie trzyma poziom ostatniej płyty CF. No po prostu kopara. Nie chce wyjść tu na czeresniaka, który po prostu podnieca sie wzystkim co nowe ale faktycznie w tym roku co zbiore sie do kupy to przyleci coś nowego i znowu mnie rozjebie po kątach:P Kto nie słuchał ten trąba!
Ostatnio edytowany przez Morthimer (2010-04-15 09:30:36)
